Wprowadziłam dietę, bo same ćwiczenia to jednak za mało. Irytuje mnie już liczenie, doprowadza mnie tylko do obłędu, ale liczę i liczę. Muszę walczyć, by zwyciężyć i dojść do przedziału 46-48 kg. Ta cała dieta wprowadziła w moim życiu mnóstwo chaosu. W ogóle trudno mi zorganizować ćwiczenia, bo ciągle wymyślają mi zajęcia. Nie chce się tym zajmować, chce skończyć swoje. Nie jestem psem co gania za kijem, zrób to i to teraz, a twoje rzeczy to głupoty. Sami łazili za mną i mi gadali, że mi brzuch rośnie, a teraz gadanie, że to głupota. To jest jakaś ironia.
Muszę iść zarabiać i się wyprowadzić, bo oszalenie od ciągłego zawracania mi gitary czasochłonnymi pierdołami. Nie chce żyć w jednym miejscu - ziemia jest okrągła. Mam dość czepialstwa i innych rzeczy, oraz wpajania mi, że sobie nie poradzę.
Jakby mi się zachciało to bym skoczyła z samolotu na spadochronie, ba i poradziłabym sobie lądując. Jak mi się zachce mogę czynić rzeczy, których na co-dzień nie czynie, baaa. Baa jakbym miała ochotę o bym ruszyła świat z 1 zł w kieszeni, ale na razie chce się do tego przygotować, czy to źle i strata czasu? Czy to bezsens? Dla mnie nie, chyba lepiej iść na wojnę z karabinem, zamiast kiju.
Muszę iść zarabiać i się wyprowadzić, bo oszalenie od ciągłego zawracania mi gitary czasochłonnymi pierdołami. Nie chce żyć w jednym miejscu - ziemia jest okrągła. Mam dość czepialstwa i innych rzeczy, oraz wpajania mi, że sobie nie poradzę.
Jakby mi się zachciało to bym skoczyła z samolotu na spadochronie, ba i poradziłabym sobie lądując. Jak mi się zachce mogę czynić rzeczy, których na co-dzień nie czynie, baaa. Baa jakbym miała ochotę o bym ruszyła świat z 1 zł w kieszeni, ale na razie chce się do tego przygotować, czy to źle i strata czasu? Czy to bezsens? Dla mnie nie, chyba lepiej iść na wojnę z karabinem, zamiast kiju.
Tagi:
dieta
odchudzanie
21.05.2012 o godz. 13:26
komentuj (0)
17.05.2012 o godz. 22:20
17.05.2012 o godz. 22:15
17.05.2012 o godz. 21:40
15.05.2012 o godz. 16:12
15.05.2012 o godz. 16:04
Słucham sobie utworu "Dzikie serce" zespołu Maleo Reggae Rockers. Szczerze mówiąc to smutno mi się zrobiło, czuje się jakby śpiewali o moim życiu. Nie wiem jak to jest, ale trafiasz na coś przypadkiem, spotykasz kogoś i nagle czujesz coś takiego, że nie jesteś jednak taki sam. Może kiedyś powiem, że jest dobrze i nie ma się już o co martwić.
TEKST PIOSENKI
Tagi:
myśli
refleksje melancholia
14.05.2012 o godz. 17:10
Koniec roku szkolnego się zbliża , każdy coś planuje i już cieszy się na myśl nadchodzących wakacji. A ja ? Jestem zasmucona tym , że sierpień już tak blisko ,jesteś przy mnie a mimo to ja już tęsknie na myśl o Twoim wyjeździe. Osiemdziesiąt dni bez Ciebie , może przesadzam jednak już teraz mi brakuje Twego dotyku. Za bardzo żyję przyszłością nie umiejąc skupić się na teraźniejszości. Jedno mogę Ci obiecać , że będę tu czekać i każdego dnia prosić o Twój powrót. Wiem , że mało Ci mówię. Jednak to zwykły strach przed tym , że poznasz mnie na wylot i nie zaakceptujesz tego jak chora i wewnętrznie pokrzywdzona jestem. Gdy wrócisz opowiem Ci wszystko każdy szczegół i będziemy leżeć i wszystko będzie czyste i świeże. A dlaczego w to wierzę? Ponieważ jeszcze nigdy w życiu nie poznałam kogoś takiego jak Ty.
Tagi:
narkotyk
13.05.2012 o godz. 15:50
Nie mam wiele do powiedzenia. Czasami tak bywa. Pojechałam do urzędu pracy, żeby usłyszeć, jak to by Ferdynand Kiepski ujął : "nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem". Oczywiście nigdy kasy nie mają, nigdy nie pomogą - takie ich zadanie. Dla mnie siedzą z tyłkami na stołkach i robią bezsensowne prezentacje, kawka, herbatka i wypłacanie pijakom zasiłku. Potem spotkałam się z koleżanką, pogadaliśmy o tym i o tamtym. Pojechałam do domu. Tyłek i plecy bolały mnie z dwa dni. Dzisiaj sprzątam pokój, a więc szału żadnego, a same nudy. Postanowiłam się tak rozciągnąć, żebym mogła zrobić szpagat, jeszcze długa droga...
10.05.2012 o godz. 14:07
Co za okropny weekend. Nudny jak flaki z olejem, powolny niczym ślimak, et cetera, cetera. Szczerze mówiąc nazwałabym go "tygodniem niechcenia". Być może dobija mnie wizyta w urzędzie pracy w poniedziałek... nie cierpię tych spotkań. Zawsze nie ma stażów, zawsze brak kasy, byłoby im na rękę jakby mnie tam nie było, taka ich pomoc - tyle co gadają to ja znajdę to samo w internecie i książkach. Jestem tam jedynie dla ubezpieczenia i szczerze mówiąc z każdym spotkaniem mam dość i chce uciec. Postanowiłam, że zdobędę kasę choćby nie wiem co. Nie chce tam być, chce żyć inaczej.
Nad moim obecnym życiem tracę kontrolę nad tym co się dzieje, jestem gdzieś i nie mam na nic wpływu, a ja muszę mieć wpływ. Pokazać te swoje ja jestem, tu egzystuje, i jak widać żyje. Niestety najgorzej siedzieć w domu i nic nie robić, totalne oderwanie od rzeczywistości i utrata kontroli.
Zaczynam się nad sobą rozckliwiać... kompleks niższości, eee, nie podoba mi się ta nazwa. Nie jestem stuknięta, żeby się ciągle do kogoś porównywać. Tylko czasami ktoś mi kogoś podstawia i zaczynam porównanie, którego by nie było, gdyby mi ktoś nie wystawił tego kogoś na moją drogę.
Właściwie każde zachowanie może być chore uwielbiasz siebie i wierzysz to zaraz nazwą cie narcyzem, poniżasz się to masz kompleks niższości. Najlepiej się nie wyróżniać i milczeć? Chyba tak. Jeśli miałabym iść do psychologa to wiem w jakim celu.
W końcu kiedyś robiłam przecież swoje i nie zwracałam na nic uwagi, aż tu nagle pewna osoba wmawia mi coś, że do dupy jestem. Do dziś mnie wkurza, że miał się za lepszego i do dziś mam ochotę pokazać mu, że ze mną się nie zadziera, a gówno warte było to co mi wmawiał, to co o mnie mówił innym.
Joyau jest jaka jest, więc joyau nie będzie czuć się jak jak chcą inni, bo joyau dąży do szczęścia, wolności, życia takim jakie być powinno.
Joyau nie jest idealna, chcę tylko być zawsze tylko sobą, odrobinę ciekawszą osobowością niż dziś.

Nad moim obecnym życiem tracę kontrolę nad tym co się dzieje, jestem gdzieś i nie mam na nic wpływu, a ja muszę mieć wpływ. Pokazać te swoje ja jestem, tu egzystuje, i jak widać żyje. Niestety najgorzej siedzieć w domu i nic nie robić, totalne oderwanie od rzeczywistości i utrata kontroli.
Zaczynam się nad sobą rozckliwiać... kompleks niższości, eee, nie podoba mi się ta nazwa. Nie jestem stuknięta, żeby się ciągle do kogoś porównywać. Tylko czasami ktoś mi kogoś podstawia i zaczynam porównanie, którego by nie było, gdyby mi ktoś nie wystawił tego kogoś na moją drogę.
Właściwie każde zachowanie może być chore uwielbiasz siebie i wierzysz to zaraz nazwą cie narcyzem, poniżasz się to masz kompleks niższości. Najlepiej się nie wyróżniać i milczeć? Chyba tak. Jeśli miałabym iść do psychologa to wiem w jakim celu.
W końcu kiedyś robiłam przecież swoje i nie zwracałam na nic uwagi, aż tu nagle pewna osoba wmawia mi coś, że do dupy jestem. Do dziś mnie wkurza, że miał się za lepszego i do dziś mam ochotę pokazać mu, że ze mną się nie zadziera, a gówno warte było to co mi wmawiał, to co o mnie mówił innym.
Joyau jest jaka jest, więc joyau nie będzie czuć się jak jak chcą inni, bo joyau dąży do szczęścia, wolności, życia takim jakie być powinno.
Joyau nie jest idealna, chcę tylko być zawsze tylko sobą, odrobinę ciekawszą osobowością niż dziś.

05.05.2012 o godz. 16:21
Znowu mi się śniła baba lepiąca się do mojego chłopaka, a ja musiałam interweniować. Wszyscy w śnie mówili mi, że to puszczalska. No, to byłam jeszcze bardziej wkurzona, odsunęłam ją od mojego i wysłałam ją na Nową Zelandię. Nie mam pojęcia dlaczego akurat tam, ale tam.
Tak, czy siak znaczy, że znowu jakaś będzie się kręcić - tylko tym razem blondyna. No jestem wkurzona, bo co mi się coś takiego przyśni to zaraz lub wkrótce jest.
Może to paranoja, dziwne zbiegi okoliczności, a może kosmici, a może mam dar jasnowidzenia sennego. Jednak jak inaczej wytłumaczyć: sen z babą,a potem kręcenie się w rzeczywistości wokół mojego chłopaka, żeby to chociaż raz, a to kolejny, tylko czekam na potwierdzenie.
Ma ktoś takie coś? Może w innych sprawach?
Tak, czy siak znaczy, że znowu jakaś będzie się kręcić - tylko tym razem blondyna. No jestem wkurzona, bo co mi się coś takiego przyśni to zaraz lub wkrótce jest.
Może to paranoja, dziwne zbiegi okoliczności, a może kosmici, a może mam dar jasnowidzenia sennego. Jednak jak inaczej wytłumaczyć: sen z babą,a potem kręcenie się w rzeczywistości wokół mojego chłopaka, żeby to chociaż raz, a to kolejny, tylko czekam na potwierdzenie.
Ma ktoś takie coś? Może w innych sprawach?
21.04.2012 o godz. 13:24
Tak, więc zaczęło się. Nie chce ujawniać informacji i przemyśleń na temat mojego odchudzania całemu światu, więc proszę mi wybaczyć, ale wpisy na ten temat zastrzegam dla znajomych. Nadal będę pisać notki dla wszystkich, więc czasami mogą polecieć dwa różne tematy, choć może być to niezauważalne. Czekają mnie ciężkie miesiące nad wyrabianiem wymiarów 90x60x90, szczerze mówiąc wymarzone wymiary, więc czekają mnie wzloty i doły - o znaczy znowu będzie o czym pisać.
18.04.2012 o godz. 18:22
Robię to wyłącznie dla siebie i dla swojego zdrowia. Zaczynam być blisko granicy prawidłowej wagi, a nadwagi i to mnie przeraża. Znalazłam mnóstwo ćwiczeń, ale nie zamierzam się katować od początku. Niektóre plany to same brzuszki, a nie uważam za słuszne robienie po 120 brzuszków dziennie i zapewnienie sobie zakwasów przez cały tydzień, bo dawno temu ćwiczyłam. W tej kwestii, raczej zastosuje program, który stopniowo zwiększa ilość, ba nawet rozszerza możliwości. Nie mam czasu by dziś coś, więcej naskrobać, bo zbieram zebrane ćwiczenia do kupy, żeby nie ćwiczyć z milionem kartek, a wybrać to co mi odpowiada, no i jeszcze idę pobiegać.
Tagi:
przemyślenia
trening
17.04.2012 o godz. 14:24
Ciekawe jak to wszystko może zmienić się przez dwa miesiące.
Każda chwila w moim życiu nareszcie coś znaczy , nie jestem już nędznym punktem w tym chorym świecie teraz jestem prawdziwą osobą która nareszcie ma dla kogo być i zwyczajnie istnieć. Świat nadal jest chory , brudny i wyniszcza , ludzie dalej są zwykłymi dupkami bez własnego zdania i poczucia wartości , ale teraz jest jedno łóżko w którym to wszystko nie ma znaczenia. W nim jesteśmy całkowitą jednością która leczy moją chorą duszę i pozwala oddychać. Nigdy nie pomyślałabym , że jedno spojrzenie może tak bardzo radować a dotyk sprawiać taką rozkosz.
Każda chwila w moim życiu nareszcie coś znaczy , nie jestem już nędznym punktem w tym chorym świecie teraz jestem prawdziwą osobą która nareszcie ma dla kogo być i zwyczajnie istnieć. Świat nadal jest chory , brudny i wyniszcza , ludzie dalej są zwykłymi dupkami bez własnego zdania i poczucia wartości , ale teraz jest jedno łóżko w którym to wszystko nie ma znaczenia. W nim jesteśmy całkowitą jednością która leczy moją chorą duszę i pozwala oddychać. Nigdy nie pomyślałabym , że jedno spojrzenie może tak bardzo radować a dotyk sprawiać taką rozkosz.
Tagi:
pornografia
14.04.2012 o godz. 13:43
Postanowiłam dać sobie kopa w mój tyłek. Niestety nie może być to kop fizyczny, tylko intelektualny. Ostatnio znowu poczułam się jak sierota. Musze coś zrobić, bo sobie mogę wstydu narobić, a mam złe przeczucie, to znaczy, że moje życie w kłamstwie może wyjść na światło dziennie. Nie jest kolorowo, tylko szaro - zielono. Szaro, bo nieciekawie, zielono, bo nikła nadzieja. Boje się, że za kilka miesięcy przyjedzie ktoś - kogo nieładnie okłamywać, no a po charakterze mam obawy, że ta osoba mogłaby coś chlapnąć. Niby nie zrobiłam nic złego, ale muszę dbać o swój wizerunek. Jak mam mieć jakiś wizerunek to niech nadal trwa widmo tego co było, bo to co jest to totalna porażka, dno, a to co będzie nie pokazałam światu. Nie chce żeby o mnie jeszcze mówiono "taka mądra, ale żeby wyżej mierzyć to za głupia", czy coś w tym stylu. Chce się podnieść i się otrzepać, a przy takich słowach to raczej z kilka razy się przewrócę. Ciężko być trzeźwą, a zachowywać się jak pijana ja, znaczy z opóźnionym zapłonem, która nie ma miliona czujników w uszach, a jeden. Tak wracając... to nieuniknione, ta osoba przyjedzie i szczerze mówiąc nie mam nic do gadania.
10.04.2012 o godz. 12:49
Czuje się jakbym żyła w innym świecie. Czytałam, że jeśli wybiorę te 2 % ludzi myślących jak ja, to zacznie się sprowadzanie mnie na ziemie. Z tym jedzeniem na razie się poprawiło, trudno wyrazić jak się czułam. Zresztą znalazł się bardziej irytujący sposób na doprowadzenie mnie do szału - internet.
Wiem, że jestem duża i czas zarabiać, ale na razie potrzebuje internetu. Znowu mnie cofną do książek, wyłącznie książek. Wiem, że dla niektórych może to być śmieszne i niepoważne, że mieli gorzej, a jak miałam jak miałam. Nauczyli mnie nie kłamać i nie kłamałam, a dziś żyje w kłamstwie, dla mniejszego zła. Szanuj ludzi - szanuje, a czemu mnie nie szanują? Wkurza mnie ktoś jak mówi "nie mam czasu". Mam ochotę powiedzieć - gówno prawda, jak spotykasz się w tym czasie z kimś innym, oglądasz coś, robisz coś ważnego, to powiedz, że jesteś zajęty, albo wprost, że nie masz ochoty ze mną gadać! Nie ma czegoś takiego jak czas, to tylko pojecie względne. Czas trwa od nieskończoności i będzie trwał po nieskończoność. My jako ludzie wyznaczyliśmy coś takiego jak doba, dni, miesiące lata, ale to wszystko istnieje w czasie, który tak naprawdę jest jeden... Wracając nieśmiała dziewczynka, miała nie wielu przyjaciół. Dobrze się uczyłam, ale bolało mnie, że inne dzieci miały to czego ja nie miałam. Odrabiałam lekcje z książek z biblioteki, a jak była zamknięta nogi i ręce mi się trzęsły, żebym jedynki nie dostała. Raz nauczycielka zapytała "kto rozmawiał przez telefon". Wszyscy podnieśli ręce, oprócz mnie - ja nie umiałam kłamać - czułam się okropnie, jakie to straszne uczucie dla małej dziewczynki. Potem komputer, który mam do dziś, też ostatnia, ba nawet wszyscy mieli internet, a ja jedyne co mogłam to korzystać z encyklopedii multimedialnych, też było latanie do biblioteki na przerwach, bo jakie inne możliwości ma dziewczyna ze wsi. A teraz zostaje ostatnia z internetem 236 kb/s limit 2 GB miesięcznie na dwie osoby, choć sięga tu już WI-FI 11 Mb/s, ale nieco droższe. Gdybym miała kasę bez zastanowienia wzięłabym szybszy, niż to dziadostwo co mam, na którym nawet nie pośmigasz dłużej niż pół miesiąca, bo obniżają nagle transfer. Co oni myślą, że mi miło i przyjemnie tyle czasu spędzać przed komputerem. To przez to czekanie.
Wiem, że jestem egoistką, ale to co widzę wokół siebie jest absurdalne. Chyba lepiej kupić coś co żyje niż coś co umiera. Do cholery nie jestem żadną maniaczką, to nie moja winna, że na wszystko muszę dostać nie dość, że ostatnia to jeszcze spowolnione. Jak zarobie to od razu kupie sobie porządny sprzęt i internet, ale czasu nikt nie chce mi dać.
Wiem, że jestem duża i czas zarabiać, ale na razie potrzebuje internetu. Znowu mnie cofną do książek, wyłącznie książek. Wiem, że dla niektórych może to być śmieszne i niepoważne, że mieli gorzej, a jak miałam jak miałam. Nauczyli mnie nie kłamać i nie kłamałam, a dziś żyje w kłamstwie, dla mniejszego zła. Szanuj ludzi - szanuje, a czemu mnie nie szanują? Wkurza mnie ktoś jak mówi "nie mam czasu". Mam ochotę powiedzieć - gówno prawda, jak spotykasz się w tym czasie z kimś innym, oglądasz coś, robisz coś ważnego, to powiedz, że jesteś zajęty, albo wprost, że nie masz ochoty ze mną gadać! Nie ma czegoś takiego jak czas, to tylko pojecie względne. Czas trwa od nieskończoności i będzie trwał po nieskończoność. My jako ludzie wyznaczyliśmy coś takiego jak doba, dni, miesiące lata, ale to wszystko istnieje w czasie, który tak naprawdę jest jeden... Wracając nieśmiała dziewczynka, miała nie wielu przyjaciół. Dobrze się uczyłam, ale bolało mnie, że inne dzieci miały to czego ja nie miałam. Odrabiałam lekcje z książek z biblioteki, a jak była zamknięta nogi i ręce mi się trzęsły, żebym jedynki nie dostała. Raz nauczycielka zapytała "kto rozmawiał przez telefon". Wszyscy podnieśli ręce, oprócz mnie - ja nie umiałam kłamać - czułam się okropnie, jakie to straszne uczucie dla małej dziewczynki. Potem komputer, który mam do dziś, też ostatnia, ba nawet wszyscy mieli internet, a ja jedyne co mogłam to korzystać z encyklopedii multimedialnych, też było latanie do biblioteki na przerwach, bo jakie inne możliwości ma dziewczyna ze wsi. A teraz zostaje ostatnia z internetem 236 kb/s limit 2 GB miesięcznie na dwie osoby, choć sięga tu już WI-FI 11 Mb/s, ale nieco droższe. Gdybym miała kasę bez zastanowienia wzięłabym szybszy, niż to dziadostwo co mam, na którym nawet nie pośmigasz dłużej niż pół miesiąca, bo obniżają nagle transfer. Co oni myślą, że mi miło i przyjemnie tyle czasu spędzać przed komputerem. To przez to czekanie.
Wiem, że jestem egoistką, ale to co widzę wokół siebie jest absurdalne. Chyba lepiej kupić coś co żyje niż coś co umiera. Do cholery nie jestem żadną maniaczką, to nie moja winna, że na wszystko muszę dostać nie dość, że ostatnia to jeszcze spowolnione. Jak zarobie to od razu kupie sobie porządny sprzęt i internet, ale czasu nikt nie chce mi dać.
05.04.2012 o godz. 16:56
03.04.2012 o godz. 17:09























